Felietony

Te moje felietony, to takie wieczorne bajki, piosenki, mruczanki, dumki takie. Świata one nie naprawią, nie zmienią – bo i nawet nie chcą. Nie maja pretensji bycia głosem w dyskusji, ani referatem, ani deklaracją. Chciałbym, żeby były jedną z opowieści. Wieczornych. Kiedy ludzie siadają i plotą coś. Niespiesznie. Nie po to by „porozmawiać”. (Bo warto ?). Po to by po-przebywać. Ze sobą. Sobą – pobyć z innymi.
A, że jeśli to piosenka – to raczej rzewna, sentymentalna – taki „Chlip-Hoop” ?
Że jeśli wierszyk – to naiwnawy jakiś, dziecięcy prawie ?
– Bo ta „wieczorna” przypadłość do jednostki chorobowej sprowadzona – przewlekły romantyzm – by się musiała nazywać.
Bo tzw.”Człek” – jeszcze w kosmosie nie jest, ale na Ziemi już nie. Już dawno nie.
A jeśli ktoś, zarzuciłby mi, że do „cofania się w rozwoju” nawołuję ?
– trudno mi wyobrazić sobie większy komplement.
A „Zwierciadło”, podobnie jak zwierciadło – to jedna, z jakże niewielu nieśmiałych prób „cofnięcia się” – czytaj zajrzenia – w samego siebie.