Pamiętam

Pamiętam
pamiętam
czasy wiośniane
dziecięce
najlepsze
pachniało wtedy
dokoła, tak
jakby to dziś właśnie
zaczęło się powietrze
Śpiewali ptacy
nie-byle-jacy
bo tacy, co dziś już ich nie ma
I czuło się
że za tym wszystkim stoi Pan-Bóg
stoi
na ziemi
i jeszcze – nogami obiema
Czuło się wtedy taką radość
– radość wtulenia
w jedwabne futro
– Nowej radości
która już
przybywa
i chyba jutro
A w głowie
to się wtedy miało
Myśli
Oj myśli – cały stóg
Ale się tym nie przejmowało
bo świat rozliczał
z tego „com chciał“
nie z tego – „co bym mógł“
I wtedy też się przeczuwało
Że zamiast
Iść
tak iść, i iść –
– kiedyś pojedzie się koleją
Nazwać zaś, tego
nie umiało się
A dziś
A jakże odruchowo
nazwało by się To – Nadzieją
Pamiętam (!)
Że na ten wszystek bezmiar Szczęść
– bywało …
że z wieczora
czy przed obiadem
a i,
i czasem z rana
– jedno
– nieszczęście się trafiało
– O! Nieszczęście !
– nieszczęście stłuczonego kolana…

…Nieszczęście Stłuczonego Kolana …
Dziś –
– kiedy patrzę na „się dziś“
może ciut autozłośliwie (coraz leniwiej)
i porównuję
i konkluduję
że Było
jednak
sprawiedliwie
(to znaczy – sprawiedliwiej)