Słowem bliżej

No Jesień i już.
Nie „już Jesień”. Nie – O! Jesień.
A Jesień. Jesień i już…
Jest jesienią bowiem taki moment, kiedy staje się ona nieodwołalną, jedyną, kiedy ta Jesień – jest przede wszystkim.
I Człowiek po raz 1123347, czy 1123348 musi do pojęcia Smutku – podejść. No właśnie. Żeby to On podchodził. Gdyby podchodził – nieśmiało, z niedowierzaniem, ostrożnością badacza. Ze szkiełkiem w jednej, a okiem w drugiej ręce – że tak niemrawo zażartuję. Ale nie, On po raz 1123347 (czy ósmy) – daje się temu Smutkowi zaskoczyć. To i niech On się nie dziwi, ten Człowiek, że kiedy On próbuje jakichś działań odsmucawczych – jest za późno. Ten Smutek już tam, w Nim jest. Już tam się w Nim umocnił. Człowiek tam zagląda (w siebie), a ten Smutek mówi – słucham, o tso chodzi? A z samych zaniedbań dykcyjnych przy tym pytaniu – można wywnioskować, że ów Smutek czuje się tam tak dobrze iż jest kompletnie pijany. I to wszystko za nasze …no nie pieniądze …ale za nasze uczucia, emocje. (…)
A przy Smutku – ni uciekać, ni walczyć.
Ale starać się być tam, w sobie wcześniej niż Smutek.
Wtedy my go przyjmujemy. My, mówimy, z nienaganną, a nawet nieco zimną dykcją – o co chodzi?..
On nieśmiało – dzień dobry…
My – a no dzień dobry, dzień dobry…
I to jest, jak to się mówi, i n n a  r o z m w a.